Jak znaleźć zgubioną rzecz

Searching for the lost thingKiedy pobieraliśmy się z moją żoną, do mojego osobistego inwentarza doszedł nowy, magiczny przedmiot: obrączka. Przez całe, wcześniejsze kawalerskie życie jedyną “biżuterią” z jaką miałem do czynienia był wojskowy nieśmiertelnik (łańcuszek z dwoma blaszkami z wykutymi najważniejszymi informacjami) – fantazja męskich, nie zawsze bezpiecznych wyjazdów z kumplami. Dlatego też z początku unikałem obrączki jak ognia. Nienaturalnie ciążyła mi na niczym dotychczas nieskrępowanej dłoni. Po jakimś czasie, ku radości żony, przywykłem do noszenia obrączki i nawet trochę ją polubiłem. Wyrobiłem sobie nawyk zakładania jej przed wyjściem i zdejmowania po przyjściu do domu – niczym okrycie wierzchnie.

Aż wreszcie stało się. Podczas jednego z wyjazdów rodzinnych, obrączka zginęła. Oczywiście przewróciłem do góry nogami cały dom i otoczenie, ale śladu po niej nie było. Zrezygnowany wróciłem do Warszawy. Sytuacja trwała trzy miesiące, po których dojrzałem do decyzji zakupu nowej obrączki, która miała zastąpić tę starą. Wiadomo, że to nie to samo, ale lepszy rydz niż nic. Zadzwoniłem do tego samego salonu jubilerskiego i umówiłem temat.

Tego samego dnia, wychodząc z domu, potrąciłem ręką pustą torbę na laptopa stojącą przy drzwiach. Torba obróciła się i upadła w tak dziwny sposób, że ku mojemu zdziwieniu, na podłogę wypadła z brzękiem zaginiona obrączka. W tym momencie przypomniałem sobie moment sprzed trzech miesięcy w domu rodziców, kiedy to wkładałem ją do najgłębszej kieszonki w torbie. Po prostu nie chciałem żeby zginęła mi podczas zabawy z synem w piaskownicy.

Przypadek? Nie sądzę…

Co sprawiło, że torbę strąciłem dokładnie w tym momencie? Otóż podejmując decyzję o zakupie nowej obrączki, rozmawiałem w międzyczasie z kilkoma osobami użalając się nad swoim losem i wyrażając potrzebę odnalezienia zguby. W ten sposób osiągnąlem coś, co w psychologii określa się niekiedy odwołaniem do nieświadomości.

Nasz umysł ma wiele poziomów. Na poziomie racjonalnym zdarza się, że pewne rzeczy najzwyczajniej wylatują nam z głowy. Pozostają jednak w nieświadomości, w mózgu – pamięta je ciało. Odwołanie się do nieświadomości, nie jest dla ludzkości niczym nowym. Starożytne kultury i filozofie mają na to mnóstwo sposobów. Jeden z popularniejszych to na przykład modlitwy. W naszej, chrześcijańskiej kulturze istnieje na przykład modlitwa do Św. Antoniego – patrona rzeczy zagubionych.   

Co zatem zrobić żeby znaleźć coś, co się zgubiło?

Mówić, mamrotać do siebie. Można przy tym chodzić po domu głośno komentując gdzie się było i co się robiło. Przede wszystkim jednak poinformować na głos swoją nieświadomość, że mamy potrzebę znalezienia zguby. Można to zrobić bezpośrednio – mówiąc do siebie. Można przez pośredników – takich jak na przykład Św. Antoni.

Powodzenia!

A tak w ogóle odwołanie się do podświadomości to także super sposób na zapamiętywanie drobnych, ale baaaardzo przydatnych, codziennych rzeczy.

Ikona Magnifying Glass zaprojektowana przez Diego Naive z Noun Project