How to give a killer presentation in front of a Polish audience

When giving a presentation you have to be aware of certain rules. Most of the pieces of advice you will find on Internet will mostly relate to how we deal with technical devices – how to make sure that everything is prepared especially in the right order, how to compose a perfect introduction, thesis and a closure.
read more

How To See Who is Viewing Your FaceBook Profile

Option to see who was viewing your profile, your wall and of course your photos would be very useful and the possibility to check who really likes you is very tempting.

read more

Upadłe anioły Axe na Victoria Station

Publikuję post z małym poślizgiem gdyż akcja miała miejsce już jakieś dwa tygodnie temu, ale mimo tego myślę, że dla niektórych może nadal być to inspirujący case.

Wszyscy zapewne znają reklamę telewizyjną AXE z upadłymi aniołami:

Akcja została sprytnie pociągnięta dalej i przeniesiona do rzeczywistości. Na dworcu Victoria Station w Londynie, na jednym z telebimów wyemitowano obraz z kamery skierowanej na główny hol. Na obraz z kamery nałożono film ze  dziewczynami-aniołami, które co jakiś czas spadały i “całowały” przechodniów. Dla ułatwienia interakcji na telebimie, na podłodze holu oznaczono miejsce, w którym proporcje przechodnia wyglądały optymalnie w stosunku do obrazu na telebimie. Efekt murowany – zatrzymywały się zarówno pojedyncze osoby jak i całe grupy.

Poniżej filmik mojego autorstwa nakręcony telefonem:

Warto oczywiście, również zobaczyć profesjonalny making-off z akcji :)

read more

Jak uchronić komputer przed dwulatkiem

What you need from IKEA is:

- PATRULL refridgerator blockade (there are two in the package co you can use the second one in it’s initial purpose),

- PRUTA food storage cover.

read more

Jak czytać e-maile?

Poczta e-mail funcjonuje od przeszło czterdziestu lat.

Dwie najbardziej zadziwiające rzeczy związane z tą usługą to po pierwsze fakt,  że oprócz niewielkich modyfikacji w protokole i możliwościach załączania tego, czy owego, w zasadzie przez te czterdzieści lat niewiele się w niej zmieniło. Po drugie, mimo, że mieliśmy maile do dyspozycji tak dawno temu, w zasadzie główny rozkwit przypada na ostatnią dekadę kiedy to e-mail spopularyzował się razem z rozwojem komputerów .
Obecnie w zasadzie każdy pracownik umysłowy komunikuje się głównie przez e-mail. Maile fruwają przez światłowody w tę i we wtę w każdej sprawie ważnej i nieważnej, służbowej i prywatnej. Wystarczy wyjechać na tydzień urlopu i jeśli do tej pory rzeczywiście używaliśmy maila jako priorytetowej formy komunikacji, po powrocie z pewnością zastaniemy w skrzynce dziesiątki, jeśli nie setki nieprzeczytanych wiadomości. Na co dzień, wystarczy wyjść na spotkanie, a już czyha na nas kilka wiadomości z informacjami do przyswojenia, polecaniami przełożonych i prośbami współpracowników.

Jak sobie z tym radzić? Oto kilka zasad:

Nie odbieraj maili

na bieżąco. Otwarty program pocztowy i przychodzący e-mail to podstawowy rozpraszacz każdego pracownika biurowego. Warto zaplanować sobie sobie czas dwa-trzy razy dziennie na przeczytanie i załatwienie wszystkich spraw „na mailu” np. tuż po przyjściu do pracy, potem przed lunchem, a następnie po południu, ale tak, żeby jeszcze zdążyć zareagować na pilne sprawy. Bloki czasowe, między odbieraniem maili wykorzystaj na „prawdziwą” pracę i wcześniej zaplanowane zadania. Prawda jest taka, że osoby, które wysyłają do nas mail, zazwyczaj nie oczekują odpowiedzi od razu. Jeśli sprawa jest naprawdę pilna, ludzie będą kontaktować się przez telefon albo przyjdą osobiście. Trzeba też wyłączyć dźwięk przychodzącej wiadomości, zablokować wyskakujące powiadomienia, a najlepiej w ogóle wyłączyć program pocztowy jeśli mamy w tym czasie zaplanowane co innego.

Jeśli już otwierasz mail – załatw sprawę od razu

Wszyscy spece od samozarządzania twierdzą zgodnie, że nie ma większego marnotrawstwa czasu niż odrywanie się od bieżących zadań tylko po to żeby zapoznać się z treścią maila i nic z nią nie zrobić. Po pierwsze nasz mózg funcjonuje w ten sposób, że potrzebuje chwilę się na „ogarnięcie się ze sobą” i mija sporo czasu zanim na nowo skoncentrujemy się na zadaniu do wykonania. Po drugie gdy już wrócisz do tego zadania, twoje myśli będzie rozpraszać coś co, przeczytałeś – np. polecenie przełożonego i nie będziesz mógł w pełni wykorzystać swojego potencjału umysłowego na zrobienie w końcu tego, co miałeś zrobić. Niekiedy wystarczy przeczytanie samego nagłówka albo pierwszego akapitu maila żeby stwierdzić, że sprawą może zająć się ktoś inny, np. podwładny, lub w ogóle nas to nie dotyczy – wtedy nie czytamy do końca, po prostu delegujemy.

Zaplanuj kiedy zajmiesz się „grubasami”

Nie wszystkie sprawy można załatwić przez pół godziny, czy godzinę, przeznaczone naodpowiedzi. Czasami przychodzą rzeczy, wymagające szczególnej uwagi, większe projekty – jednym słowem „grubasy”. Na rozwiązywanie tych grubasów służy właśnie czas między odpowiedziami na inne tematy. Duzi chłopcy i dziewczynki sami doskonale wiedzą, które sprawy są ważne, a które mniej ważne. Tym samym  będą wiedzieli na kiedy należy zaplanować wykonanie takiego zadania. Ważne przy tym żeby od razu po otwarciu maila zarezerwować ten czas w kalendarzu żeby temat  popadł w zapomnienie oznaczony jako przeczytany.

Drukuj maile tylko jeśli jest to absolutnie konieczne.

Po pierwsze sprawa miała być załatwiona lub zaplanowana od razu, a papier leżący na twoim blacie to kolejny rozpraszacz. Ilekroć na niego spojrzysz, przypomni ci o rzeczy do zrobienia, której to i tak nie zamierzasz teraz wykonać. Wydrukuj go tylko w przypadku gdy potrzebujesz materiału na spotkanie, na które nie bierzesz komputera. Po drugie – ekologia.

Z początku nie nie śledzenie poczty na bieżąco może wydawać się straszne. Mnie do tej pory korci żeby zajrzeć w ukryte na pasku okno Outlooka i upewnić się czy na pewno wszystkie sprawy mam załatwione. Po jakimś czasie, człowiek przekonuje się jednak, że jest to dalekie od efektywności. Zastanów my się – czy wszyscy, do których piszemy maile odpowiadają nam od ręki? – Nie! Nie dajmy się zatem zwariować. Zbieranie maili w partie i odpowiadanie za jednym razem naprawdę działa, a odpowiedź po dwóch-trzech godzinach na pewno nikogo nie zbawi. Trzeba tylko wykształcić w sobie ten nawyk i silną wolę, a zyskamy w ten sposób podwójnie: oszczędzimy czas potrzebny na opanowanie rozproszenia i ponowny powrót do tematu (podobno nawet godzinę dziennie), po drugie w spokoju i koncentracji zrobimy coś pożytecznego.

read more

Ergonomia klawiatury – szybki test Microsoft Arc i Apple

Średnio podsumowując, spędzam dziennie przed komputerem min. 10 godzin. Oczywiście w dni powszednie – bo w soboty i niedziele mniej. Przy takim obciążeniu, po kilku latach pracy zawodowej zauważam pierwsze symptomy wszystkich niedociągnięć swojej ergonomii albo raczej jej braku. Ciągle uczę się jak drobnymi zmianami można co-nieco polepszyć. I tak jakiś czas temu, postanowiłem znaleźć sobie klawiaturę idealną do pracy… w pracy.

W domu

pracuję na komputerze PC z pełnowymiarową klawiaturą Apple. Jak do tej pory nie znalazłem lepszej i wygodniejszej. Wśród posiadaczy komputerów innych niż system Mac OS, pojawiają się wątpliwości jak przebiega codzienna współpraca klawiatury ze znaczkiem jabłka i zmienionym położeniem kilku kluczowych klawiszy np. ALT.

Nie jest to nic strasznego – wystarczy na samym początku skorzystać z darmowych programów pozwalających na przemapowanie nie pasujących nam klawiszy. Najskuteczniejszym i najbardziej przyjaznym jaki znalazłem jest darmowy programik SharpKeys. Przy jego pomocy można przestawić ATLy w odpowiednie miejsce, dodać brakujący przycisk PrintScreen (np. zamiast klawisza F13), a nawet podlinkować pod klawisz jabłka przycisk Windows. Tym sposobem otrzymamy w pełni logiczną klawiaturę PCtową w designie Maca i o doskonałej ergonomii pisania. Pod drugim systemem, w którym zdarza mi się pracować, linuksem Ubuntu w wersji 10. problemu nie ma wcale bo system sam w sobie ma skatalogowane kilka rodzajów klawiatur Macowych.

Paluchy przebiegają pewnie po niewysokich klawiszach, które pracują bardzo cicho, a aluminium, w którym są zamieszczone sprawia wrażenie bardzo estetycznego i jest łatwe w utrzymaniu czystości.

W pracy

Ponieważ w pracy pracuję na laptopie, który normalnie stoi na stacji dokującej, ale normalnie jest wyposażony w skróconą wersję bez klawiatury alfanumerycznej, postanowiłem znaleźć coś analogicznego – kompaktowego. Tylko po to żeby zbyt daleko nie przenosić ręki na mysz nad częścią alfanumeryczną. W związku z tym przetestowałem dwa egzemplarze produktów, dwóch wrogich imperiów.

Na pierwszy ogień poszła skrócona wersja klawiatury Apple. Pomny łatwości przemapowania klawiszy na większej siostrze nie myślałem, że spotkam się z jakimiś problemami na krótkiej. Największym jej problemem, jest rzecz, z którą normalnie funkcjonują posiadacze Macbooków – klawisz funkcyjny zamiast CTRL i brak klawisza DEL, który uzyskujemy poprzez przyciśnięcie klawisza funkcyjnego + Backspace. I tu SharpKeys niestety poległo bo niestety nie kataloguje takich rzeczy jak klawisz Fn co w finale dało brak Delete i kombinacje gdzie go zamieścić.

Po dniu pracy z klawiszem DEL podlinkowanym pod rzadko używaną tyldę, poległem jednak z kretesem. Dodatkowym dobiciem było ustawiczne nietrafianie w przesunięty CTRL co przy pisaniu ton maili pod koniec dnia zaowocowało furią… Nie pomogło też genialne zmieszczenie na tak małej powierzchni klawiszy kierunkowych, co rzadko zdarza się w tego typu klawiaturach, ani wszystkie pozostałe zalety analogiczne do pełnowymiarowej klawiatury Apple. Zatem finalnie, test krótkiej klawiatury Apple zakończył się dla mnie, PCtowca, porażką.

Drugim typem była, więc najbardziej PCtowa jaka tylko może być, opływowa i prawie równie designerska, klawiatura Microsoft Arc w wersji czarnej.

Jej niewątpliwe zalety wynikają z niezmiernej wygody i naturalnego ułożenia rąk. Do nieco twardszych klawiszy trzeba się nieco przyzwyczaić co w sumie nie jest trudne. Bezproblemowe jest też podłączenie samej klawiatury i bezprzewodowego nadajnika. Bezproblemowo działają też przyciski regulacji głośności i inne mediowe wstawki. Po jednym dniu pracy, błyszcząca powierzchnia klawiatury była co prawda pełna odcisków rąk, ale widać to tylko pod światło, a szybkie przetarcie likwiduje ten efekt.

Żeby jednak zalet nie było zbyt wiele, w tym miejscu znów dochodzimy do rozmieszczenia klawiszy. Do umieszczenia Home, End, Page Up i Down zamiast części klawiszy funkcyjnych można się przyzwyczaić, tak samo jak Delete w samym narożniku (trzeba wspomnieć, że chodzą bardziej “miękko” niż pozostałe, co też wymaga przyzwyczajenia).

O tyle do spraw gustu należy skumulowanie klawiszy kierunkowych do jednego. Niestety nie nadaje się on do szybkiej edycji tekstu ani przemieszczania po komórkach Excelowych. Nie nadaje się też zapewne do gier.

Finalnie jednak czynnikiem, który zniechęcił mnie do klawiatury Microsoft Arc była kosmicznie dłuuuga spacja, która spowodowała odsunięcie prawego ALTa gdzieś daleko poza horyzont tego co normalny człowiek może zrobić z kciukiem. Normalnie używając polskich znaków, pod koniec dnia pracy mogę powiedzieć, że czułem w prawej dłoni dziwny dyskomfort. Być może znajdą się tacy, dla których rozciągnięcie i nienaturalne wyginanie kciuka w stawie to tylko kwestia treningu. Niewiele ma to jednak wspólnego z ergonomią, którą chciałem osiągnąć. Dlatego klawiatura Arc, tak jak jej poprzedniczka, trafiła z powrotem do sklepu.

Status obecny moich potyczek z klawiaturami jest taki, że w pracy używam biedniejszej wersji tego co mam w domu. Czyli podróby pełnowymiarowej klawiatury Apple w postaci Tracer Exclusive Enzo. Układ klawiszy prawie ten sam, sama klawiatura jest w wersji “upecetowionej” z przyciskami Windows itp. Hałas i o wiele mniej płynne przeskakiwanie palców po  klawiszach o nieco innym skoku i chyba też wysokości, sprawiają jednak, że zawsze będzie to tylko biedniejsza wersja limuzyny, jaką jest klawiatura Mac.

read more

Zapisz to!

Będąc mniej lub bardziej zafiksowanym na punkcie smartfonów, PDA czy innych urządzeń mobilbych, prędzej czy później na każdego przyjdzie kolej na weryfikację dostępnego software’u do tworzenia list zadań czy też notatek. Konieczność najczęściej przychodzi nagle i niespodziewanie. Jedni chcąc coś zanotować, improwizują wpisując treść w pole SMSa, drudzy szukają kawałka papieru i czegoś do pisania, a inni przechodzą do ulubionego programu na telefonie.

Będąc posiadaczem Nexusa One od ponad pół roku,  miałem okazję przetestować kilka aplikacji na Adroida i nie tylko, które mają bardziej lub mniej ułatwiać życie i pozwalać zapisywać ważne rzeczy. W moim przypadku potrzeby są dwie. Pierwsza to tworzenie list “to-do”, druga to możliwość sporządzenia krótkiej notatki. Po licznych testach i próbach udało mi się dojść do kilku pozycji, których używam w zależności od sytuacji. I tak:

Do tworzenia list to-do na smartphonie – gTasks

Programik o interfejsie tak prostym jak Taski czyli Zadania dostępne w ramach konta na Gmailu. Wygodne przede wszystkim o tyle, że będąc heavy userem tego ostatniego mam dostęp do tych samych zadań zarówno z poziomu poczty, kalendarza Google, jak i telefonu. Zadania synchronizują się automatycznie lub na ręczne żądanie. Darmowa wersja miesięczna pozwala na synchronizację przez miesiąc, sugerując następnie zakup pełnej wersji za kilkanaście złotych. Jeśli zaś nie zdecydujemy się na zakup, program nie traci przy tym nic z użyteczności i nadal można tworzyć listy offline.

Do tworzenia list to-do z poziomu komputera online – Workflowy.com

Rzecz niesamowicie prosta i tym samym użyteczna. Używam jej do tworzenia wiecznie zmieniających się rzeczy do zrobienia w pracy – bo do tej pory nie znalazłem nic innego co w tak prosty sposób pozwalałoby dodawać, kasować i edytować prostą listę. Zadania można zwijać, rozwijać, dodawać obszerniejsze opisy czy rozgałęziać. Na co dzień narzędzie dla mnie genialne, a w interfejsie z pozoru podobne do zwykłego edytora tekstu. Krótki filmik pod linkiem wyjaśnia możliwości.

Do tworzenia notatek na smartphonie

wybrałem finalnie program o wdzięcznej nazwie Catch (który wcześniej nazywał się 3Banana Notes, ale został nabyty drogą kupna przez Catch właśnie). Tu sytuacja wygląda analogicznie do gTasków. Z jednej strony mamy prosty i czytelny interface z poziomu telefonu (wersja programu dostępna na Androida oraz na iPhone).  Z drugiej strony na Catch.com możemy stworzyć konto lub zalogować się przy pomocy konta Google, co pozwala na tworzenie notatek online, z poziomu komputera. Całość synchronizujemy w dwie strony – automatycznie lub ręcznie. Do notatki możemy dodawać zdjęcia z aparatu lub z galerii telefonu lub też linki. Do przeglądarki Chrome możemy również zainstalować rozszerzenie Catch, które pozwala łapać do zanotowania zarówno same linki, jak i treść www. Łatwe, proste i przyjemne.

W tym miejscu należałoby również wspomnieć dlaczego nie jestem, tak jak większość fanem Evernote. Powody są dwa. Pierwszy dość prozaiczny – jeśli coś jest do wszystkiego, z czasem przestaję tego używać. Najpierw z ciekawością zainstalowałem wersję Evernote najpierw dla Androida, a następnie na moim domowym PC. Potem rozszerzenie do Chrome’a i Firefoxa. Następnie przez około tygodnia próbowałem używać aplikacji przez telefon. Powiem wprost – nie lubię programów, które zachęcają żeby stworzyć z nich pępek wszechświata, a takie jest właśnie Evernote. Zachęca nie tylko do tworzenia prostych notatek, ale również zarchiwizowania wszystkich dokumentów, źródeł RSS, zdjęć, notatek głosowych, brudnego prania i pamiętników z czasów licealnych. Przy tym wszystkim nie posiada jednak funkcji zaawansowanej edycji, które są jednak przydatne przy składowaniu powyższych (mowa o aplikacji desktopowej). Notabene z tego samego powodu nie przerzucam najważniejszych dokumentów w chmurę do Google Docs, które mimo swojej użyteczności nadal nie są doskonałymi edytorami pod kątem narzędziowym.

Po drugie i ważniejsze – pierwsze o co prosi Evernote to utworzenie konta. Potem każdą notatkę, zdjęcie czy cokolwiek dodanego do zapisania, automatycznie próbuje zsynchronizować online. Nie baczy przy tym czy zdjęcie ma 10kb czy 2 mega, a połączenie to WiFi czy ledwo tlący się Edge. Synchronizację można oczywiście ustawić ręczną lub automatyczną, ale w trybie offline aplikacja nie omieszka nam przypomnieć, że nasze notatki nie do końca są wartościowe, nie będąc online. Aplikacja smartphonowa jest nieco bardziej rozbudowana niż wcześniej wspomniany Catch, pozwala m.in. na dodanie załącznika czy notatki głosowej. To ostatnie akurat nie jest moją domeną, zresztą w Androidzie w każdym momencie można skorzystać z wbudowanego w system Voice Recordera.

Być może nie do końca jestem obiektywny oceniając Evernote i bazuję na dwóch czy trzech sytuacjach, kiedy będąc poza domem próbowałem skorzystać z nieskonfigurowanej aplikacji. Będąc w zasięgu słabego Edge’a dodanie notatki nie powiodło się, stąd mój moja irytacja i niechęć. Co nie zmienia faktu, że programik ma całe rzesze zwolenników.

Na koniec refleksja

Mimo coraz bardziej udoskonalanych metod wprowadzania tekstu takich jak Swype czy 8pen, w przypadku konieczności szybkiej notatki, nic nie zastąpi starego miłościwie panującego papieru. Dlatego też oprócz smartfona wraz z powyższym softem, nie rozstaję się z reportersko otwieranym notatnikiem, popularnej ostatnio marki Moleskine. W przypadku konieczności zapisania dłuższego tekstu, schematu, rysunku, czy innych maziajów, notatnik nadal jest niezastąpiony. W moim przypadku nie dały mu rady PDA ze stylusem (jeszcze te wcześniejsze z Windowsem Mobile). Oprócz tego, że jest coś niepowtarzalnego w kreśleniu ołówkiem czy piórem po papierze. Na koniec jeszcze link do użytecznej metody spisywania list “to do” w zwykły, papierowy sposób.

read more